Zaściankowe zachcianki czy może coś więcej?

Czy mieliście kiedyś tak, że obłędnie pragniecie czegoś,
jednak nie potraficie nazwać owej potrzeby?
Czy wiecie dokładnie z czym mogą być związane takie pragnienia zwane też...
zachciankami?

...

Dokładnie tak! Między nami już niedługo pojawi się malutki człowiek!
Cudowne uczucie, które temu towarzyszy sprawia, że oboje nie możemy doczekać się dnia,
w którym weźmiemy malutką osóbkę w swoje ramiona.
Jednak... zacznijmy od początku.
Spokojnie nie będziemy Wam tutaj opowiadać o pszczółkach i bocianach!  


Wszystko zaczęło się dokładnie pewnego październikowego wieczoru 2019 roku.
Wraz z ciotką i ówczesną dziewczyną postanowiliśmy wyruszyć do Belgii, do pracy na sortowni.
Niezmiernie uprzejma i sympatyczna Pani podwiozła nas do domku,
w którym mieliśmy spędzić kolejnych kilka tygodni.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku. W domku przywitało nas grono starszych pań,
które od kilku dni czy tygodniu już tam mieszkały.
Oczywiście ich świdrujące wzroki dawały się we znaki.
Dopytywały o wszystko. Łapczywie czekały na każdą informację jaką usłyszą z naszych ust.
Po kilku godzinach na domek wróciły również osoby, które skończyły pracę.  
Wśród nich była również ona... Niska, ciemnowłosa piękność, która pomimo kilu godzinnej ciężkiej
pracy wpadła od razu mi w oko. Jako, że nie znaliśmy się, przez pierwsze kilka dni nasza jakakolwiek relacja
opierała się głownie na zdawkowym "cześć" ewentualnie każde z nas narzekało na pracę.
Ula była wtedy również ze swoim chłopakiem, więc każde z nas starało się zająć swoimi sprawami.
Zbliżyły nas do siebie... książki. Ula uwielbia romanse, ja również, więc gdy tylko dowiedziałem się,
że w czasie wolnym czyta jeden z nich poprosiłem również o podesłanie (czytała na telefonie).
Po kilku godzinach spędzonych wspólnie na czytaniu obydwojgu nam czegoś brakowało, jednak z racji,
że obydwoje byliśmy w związkach nasz wspólny czas zakończył się wraz z powrotem Uli do Polski.
Ja, po kilku tygodniach dostałem propozycję kontraktu na sortowni, którą zresztą przyjąłem.








 

Przez ten czas (do zeszłego sierpnia 2021 roku) Ula kilkukrotnie przyjeżdżała ponownie do pracy.
Za każdym razem, gdy widziałem ją, wspomnienia powracały. Powracały momenty spędzone wspólnie na salonie.
Pomimo tego nie podejmowałem żadnego działania... jakkolwiek śmiesznie to brzmi...
gdyż w dalszym ciągu ona była w związku.
Jak to mówią... albo i nie... bądź cierpliwy, a zdobędziesz wszystko... czekałem.
W 2021 roku, po powrocie z urlopu ujrzałem ją znów. Tym razem jednak przyjechała do pracy tylko razem ze swoją mamą.
Pomimo, że byłą w dalszym ciągu w związku, po kilku wspólnych rozmowach zrozumieliśmy oby dwoje,
że to co nas łączy jest silniejsze i stworzyliśmy parę!

 
 
Ula po zakończeniu pracy oczywiście wróciła do Polski, 
żeby zamknąć niektóre rozdziały swojego życia. 
Pojechałem po nią w listopadzie i razem wróciliśmy do Belgii. Od początku czuliśmy, 
że to jest właśnie to, na co obydwoje czekaliśmy. 
Wspólne chęci budowania naszego życia łączyło wiele, a przede wszystkim chęć posiadania dzieci. 
Ula jeszcze w Polsce poszła do pani ginekolog, gdyż stwierdziliśmy, że być może warto odczekać kilka
miesięcy, 
zanim nie poukładamy wszystkiego dokładnie. Wynikiem tejże wizyty było aż sześć opakowań tabletek
antykoncepcyjnych. 
Przez pierwsze kilka dni Ula skrupulatnie je zażywała, ale po przyjeździe do Belgii 
zdarzało się nam zapomnieć o konkretnej porze ich zażyć, aż w którymś momencie stwierdziliśmy, 
że skoro zapominamy żeby Ula je wzięła, to po prostu przestanie je brać. 
Był to listopad, więc byliśmy gotowi, że 6 grudnia - Mikołajki, obydwojgu przyniosą nam prezent. 
Tak się nie stało. Pomimo tego, nie od razu Rzym zbudowano, więc żadne z nas nie załamało się po
pierwszym miesiącu. 
Przed świętami Ula również dostała miesiączki, więc wiedzieliśmy, 
że przyjemności związane z tymi sprawami będą w dalszym ciągu praktykowane.
 
Miesiączka jednak okazała się zbyt krótka i zbyt podejrzana... 
Z targającymi nami emocjami przeżyliśmy Boże Narodzenie, aż pierwszego dnia świąt Ula zrobiła test..
Był dodatni! Przepełnieni szczęściem trwamy do tej pory. 
Po drodze zdecydowaliśmy się wspólnie przypieczętować nasz związek węzłem małżeńskim. 
Co prawda na chwilę obecną ślubem cywilnym, jednak kościelny jeszcze przed nami! 
Wszystko zmierza ku jak najlepszemu rozwiązaniu. Maluszek rozwija się jak najbardziej prawidłowo, 
a my z coraz większą niecierpliwością czekamy, aż zagości między nami!

 





 

 

Jak myślicie? Będzie chłopczyk czy dziewczynka? 

Piszcie w komentarzach!

   Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie!

 

Komentarze

  1. Przepiękna historia, wszystkiego najlepszego dla Was! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super się czyta tej pięknej historii 😊 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz